Mateusz Borkowski nie wystartuje w Orlen Copernicus Cup, choroba pokrzyżowała plany
Jeden z czołowych polskich średniodystansowców, który pierwsze kroki w przygodzie z lekkoatletyką stawiał w Ludowym Klubie Biegacza Rudnik, nie pojawi się na starcie niedzielnego Orlen Copernicus Cup w Toruniu. Powodem jest choroba, która dopadła Mateusza Borkowskiego na kilka dni przed zawodami i uniemożliwiła start w jednym z najważniejszych mityngów sezonu halowego.
Borkowski przygotowywał się do startu od wielu miesięcy, a występ w Toruniu miał być kluczowy w kontekście walki o minimum kwalifikacyjne na halowe mistrzostwa świata. Zawodnik podkreśla, że forma była bardzo dobra i wszystko wskazywało na to, że może powalczyć o wartościowy wynik.
— Tylko ja i trener wiemy, ile pracy włożyliśmy w przygotowania do sezonu 2026. Noga kręciła się świetnie, ale cztery dni temu dopadła mnie choroba, która trzyma do dziś — przekazał lekkoatleta wywodzący się z Gminy Brody.
Jak przyznaje, przygotowania wymagały wyrzeczeń i ogromnego nakładu pracy. Mimo to zawodnik nie zamierza rezygnować z dalszej walki o cele sportowe. Skupia się na powrocie do zdrowia i przygotowaniach do kolejnych startów, w tym halowym czempionacie, gdzie planuje wrócić do rywalizacji.
— Takie sytuacje są częścią drogi, a najważniejsze jest zachowanie wiary i konsekwentna praca. Trzeba to wziąć na klatę, podnieść głowę i dalej walczyć o swoje — zaznacza zawodnik, który pod okiem trenera Sylwestra Dudka rozpoczynał starty w barwach sportowego stowarzyszenia z Rudnika.




